Nie wszystko da się zbudować

Wszyscy życzylibyśmy sobie, by w momencie budowania nie stała nam na drodze biurokracja. Tego życzą sobie zwłaszcza przedsiębiorcy, którzy po to budują to lub owo, by móc zarabiać pieniądze. Jak się okazuje, czasem można też wejść w konflikt nie z urzędem, lecz z lokalną społecznością. W jednej z miejscowości na Pomorzu pewien szemrany biznesmen chce postawić biogazownię. Dla autochtonów jego plany to zbrodnia na ich miejscowości. Po pierwsze biogazownia tworzy energię z rozkładających się roślin i innych rolnych produktów. To, co się rozkłada śmierdzi niewyobrażalnie. Po drugie – przy truchle (nawet roślinnym) mają zwyczaj gromadzić się szczury czy pasożyty i samemu można sobie dopowiedzieć zakończenie. Na tym nie koniec – „paliwo” do tego zakładu musi skądś przyjeżdżać, i to przyjeżdżać na dużych wozach, czyli poniszczą się drogi. Oczywiście druga strona też ma swoje argumenty. Że będzie tania energia dla mieszkańców, że powstaną miejsca pracy. Że wbrew pozorom inwestycja nie jest szkodliwa dla środowiska. Do przeciwników inwestycji tak argumentacje jednak nie trafia i wszelkimi dostępnymi metodami blokują budowę. Obie strony już się spotkały, potem jeszcze raz i jeszcze, i jeszcze, i nic. Żadna ze stron nie przekona oponenta do swoich racji. Miała być budowa, nie ma budowy. I tym razem nie biurokracja jest winna.

Both comments and pings are currently closed.